3 najlepszych prelegentów na Internet Beta 2016 i 4 warstwy prezentacji

30.09.2016

4 warstwy prezentacji

Rozpaczliwie trudno jest skopiować dobrą prezentację. To trochę jak próba powtórzenia w domu spaghetti, które urzekło Cię w restauracji. Niby widzisz wszystkie składniki, robisz dokładnie tak samo, a wychodzi niedosolone. Albo za słone. Albo za rzadkie. Albo za gęste. Myślę, że wiesz dokąd zmierzam. Z prezentacjami jest podobnie. Widzisz gotowy spektakl, ułożony z elementów pochodzących z czterech warstw. Nawet jeżeli rozpracujesz jakie to elementy, to nadal zagadką pozostaje ich kolejność, ilość i sposób użycia. W końcu głupio jest przepieprzyć. Dlatego prezentacji się nie kopiuje. Jasne, można się czymś zainspirować, coś gdzieś podpatrzeć, ale nie zaleca się łączenia frytek, mięty i czekolady. Podobnie więc, jak najlepsi prelegenci tegorocznej Internet Bety, nie kopiuj, tylko pomyśl, że jesteś słuchaczem, który właśnie wyszedł z Twojej prezentacji i musi sobie odpowiedzieć na porozrzucane po czterech warstwach pytania.

Warstwa wartości

Co wiem, czego nie wiedziałem wcześniej i co zrobię, czego bym nie zrobił, gdybym tu nie przyszedł?

Warstwa narracji

Czy byłem ciekawy co jest dalej? Czy mnie to bawiło? Czy zrozumiałem przekaz? Czy to ciągle pamiętam?

Warstwa warsztatu scenicznego

Czy obejrzałbym inne prezentacje w jej lub w jego wykonaniu?

Warstwa wizualizacji

Czy miał dobre slajdy?

Miejsce trzecie

Jest kilka powodów, dla których Maciek Budzich potrzebuje zwykle mniej niż minuty, aby publiczność go polubiła. Pierwszy z nich znajduje się w trzech obszarach mózgu, tj. w przedniej części zakrętu obręczy, korze sematosensorycznej oraz przedniej części wyspy i nazywa się neurony lustrzane.

mozg

Odpowiadają one za zjawisko empatii emocjonalnej, czyli za zdolność do współodczuwania stanów emocjonalnych obserwowanej osoby. Jak one działają? Jeżeli widzisz osobę, która w pełnym biegu brutalnie skręca kostkę, to też Cię to trochę boli.

Podobnie jest z wystąpieniami. Jeżeli na scenę wychodzi przerażony prelegent, który na skutek oświetlenia walącego mu po oczach mocno marszczy brwi, to lada moment to samo zaczną czuć i robić słuchacze. Jeżeli na scenę wychodzi Maciek Budzich, ze swoją pozytywną, uśmiechniętą mordką, będącą inspiracją do powstania Toadiego z Gumisiów, publiczność się uśmiecha.

Póki co nikt nie spisał 10 żelaznych praw wystąpień publicznych, ale jak ktoś już to zrobi, to na pewno znajdzie się w nich takie, które mówi: Energia, jaką wnosisz na salę, jest energią, jaką oddaje Ci sala. Ale wesoła postać sceniczna nie jest jedynym powodem, dla którego Maciek ląduje na podium. Przepuśćmy prezentację Maćka przez cztery warstwy.

Wartość i narracja. Jeżeli zdecydowałeś się podarować Maćkowi trzydzieści minut swojego życia i wejść na prezentację: W poszukiwaniu proporcji, czyli idealna prezentacja multimedialna, to podziękował Ci gęsto podaną wartością. Jego prezentacja nie ma zbędnych elementów. Każdy jej akapit zachęca publiczność do wykonania minimum jednej z czynności z modelu TALL (Think, Act, Learn, Laugh), czyli Myśl, Działaj, Ucz się, Śmiej się. Pokażę Ci to na przykładzie. Maciek wychwytuje nagminnie popełniany błąd, jakim jest puszczanie długich filmików z mierną pointą (T,-,L,-), wyśmiewa to idealnie dociętym ośmiosekundowym, humorystycznym filmikiem (-,-,-,L), po czym pokazuje jak należy robić (-,A,L,-). Mamy więc wyraźną wartość, z której wiemy, co robić, a czego unikać, oraz narrację która przekazuje to w łatwy sposób, bawi widza, pozostaje w jego pamięci i sprawia, że chce się poznać kolejny wątek. Ten szczególny sposób narracji Nancy Duarte, autorka rewolucjonizujących prezentacje książek, czyli Slajd:ologii i Współbrzmienia, nazywa podróżą pomiędzy marnym stanem obecnym, a możliwym stanem docelowym.

internet-beta-maciek-budzich-schemat

Warsztat sceniczny. Wartość i narracja to praktycznie gotowy komunikat, ale umówmy się, wszyscy mamy takich znajomych, którzy potrafią zepsuć nawet doskonały żart. Trzecią warstwą prezentacji jest warsztat sceniczny. Gdyby Maciek Budzich poszedł na spotkanie klubu Toastmasters dowiedziałby się, że za dużo i chaotycznie chodzi po scenie, nie utrzymuje ciągłego kontaktu wzrokowego z publicznością i nie panuje nad dźwiękami namysłu. Na szczęście Maciek nie ma to czasu, a jego przykład pokazuje, dlaczego o wystąpieniach publicznych można mówić jako o sztuce. Niby istnieje pewien zestaw reguł, ale jeżeli świadomie złamiesz kilka z nich, przekaz na tym zyska. Gdyby na scenie Budzich był tak nieskazitelny jak Tomasz Kammel, dużo trudniej byłoby mu raz na jakiś czas zażartować z samego siebie. A śmiech bierze się między innymi z tego, że czujemy wyższość nad obiektem wyśmiewanym. Dlatego drobne wpadki Maćka mu służą. Służy mu jeszcze coś innego. I jest to wspólna cecha, dla wszystkich osób, które w tym rankingu obstawiły podium. Tą cechą jest nastawienie, z którym wchodzi na scenę. A mówi ono: chcę Ci przekazać coś, dzięki czemu będzie Ci łatwiej. Np. przygotować prezentację. Albo przeskalować biznes. Albo patrzeć na strategię.
Wizualizacja. Multimedia w prezentacji spełniają trzy podstawowe role. Pozwalają rozpocząć narrację, wzmacniają przekaz lub zmieniają stan emocjonalny publiczności. Maciek to rozumie. Mało tego, rozumie coś jeszcze. To, że oko widza od razu zareaguje na każdą zmianę na rzutniku. Jak to wykorzystuje? Jego półgodzinna prezentacja ma ponad osiemdziesiąt łatwych do przyswojenia slajdów, z którymi jego narracja jest idealnie zsynchronizowana. Maciek je zapowiada, gra pauzą, komentuje i ani na chwilę nie gubi słuchaczy.

Miejsce drugie

O ile kopiowanie prezentacji Maćka Budzicha jest trudne, o tyle kopiowanie prezentacji Romana Łozińskiego jest bezcelowe. Nie chodzi o to, że Roman ma gęściej rozłożoną wartość. Przeciwnie. Więcej dowiadujemy się od Maćka. Ale nie o gęstość tu idzie.

Wartość. Zbierając materiał, komicy stand-upowi szukają tematów, z którymi uważają, że coś jest nie tak, ale z tajemniczych przyczyn świat postanowił je zignorować. Wychwytują łamane normy społeczne, obok których przechodzimy obojętnie i ubierają je w narzędzia komediowe, takie jak sarkazm, wyolbrzymienie czy odwrócenie. Idealnym przykładem jest tu fragment występu Czarka Jurkiewicza ze Stand-up Polska: Żyjemy w świecie, gdzie narzucone są na nas jakieś reguły, jakieś normy społeczne, żyjemy wedle tego, czego nas nauczyli rodzice, ale czasami dochodzi do tego momentu, gdzie mówimy: „Jebać to!” i obcinamy głowę naszej nauczycielce na Woli i przewozimy ciało na Żoliborz. Była taka sytuacja, gdzie ten Kajetan, którego złapali teraz na Malcie obciął głowę swojej korepetytorce i przewiózł zwłoki na Żoliborz do swojego mieszkania, gdzie mieszka z dwoma współlokatorami, którzy o niiiczym nie wiedzieli…”.

Ok., no fajne, śmieszne, tylko jak to się ma do Romana. Otóż Czarek i Roman szukają dokładnie tego samego. Dziwnych, trudnych, strasznych lub głupich sytuacji, nad którymi przeszliśmy do porządku dziennego. Roman co prawda nie mówi o ucinaniu głowy, ale analizuje przyczyny śmieci młodych biznesów. Dostrzega szerzącą się ignorancję wobec aktywnej sprzedaży, przecenianie znaczenia zaawansowanych modeli biznesowych i powszechną pseudo eksperckość. Tyle, że z tego typu wnioskami jest pewien problem. Godzą w coś, co już się przyjęło i w co spora część publiczności może wierzyć. I pewnie wierzy, co sprawia, że jeżeli usłyszą: Przestańcie robić tak jak teraz robicie, bo tak jest źle, a zacznijcie robić inaczej, bo tak jest dobrze!, to istnieje szansa, że odrzucą taki pomysł. Dokładnie rzecz biorąc wykażą klasyczne objawy odrzucenia dysonansu poznawczego. Dysonans poznawczy, to takie niemiłe uczycie, gdy dwie idee, w tym jedna, z którą się już zgadzamy, wzajemnie się wykluczają. Chcemy się od niego uwolnić, a możemy to zrobić albo przez zmianę przekonań, albo obstawanie przy swoim. Szokujące pomyślisz, ale to drugie przychodzi nam znacznie łatwiej. Te informacje trzeba więc podać w postaci czegoś, co przyswajamy najlepiej.

Narracja i postać sceniczna. Nazywam się Roman i jestem tym kolesiem, który mówi wolno i cicho. Mniej niż 5 sekund. Tyle Łoziński potrzebuje, żeby dzięki lekkiemu pociskowi skierowanemu we własną stronę oraz spójną z tym tekstem, skromną postacią sceniczną, wywołać pierwszy śmiech i pozyskać tym samym przychylność publiczności. Tu się na chwilę zatrzymam, ponieważ mam przekonanie graniczące z pewnością, że w dotychczas niespisanych 10 żelaznych prawach wystąpień publicznych, znalazłoby się takie mówiące: Wywołanie śmiechu, lub innej mocnej reakcji emocjonalnej ma tym lepszy wpływ na wystąpienie, im bliżej początku się znajduje. Wie o tym troje najpopularniejszych mówców TEDa. Ken Robinson potrzebuje mniej niż 10 sekund, aby rozśmieszyć publiczność. Amy Cuddy zajmuje to 29 sekund, a Simon Sinek nikogo na początku nie rozśmiesza, ale ciekawość rozbudza już po 23 sekundach. Początek z emocjami układa wystąpienie i trzeba dużej siły, żeby to potem zmarnować.

Wracając do Romana. Po kilku kolejnych zdaniach przechodzi on do właściwej narracji, którą opiera na schemacie: anegdota i moment refleksji. Potem kolejna anegdota i kolejny moment refleksji. I tak aż do końca, gdzie wszystkie w jakiś sposób, się ze sobą łączą. Każda ma jednak inną rolę. Jest otwierająca opowieść o wybitnym fizyku, który po skonstruowaniu bomby atomowej robi sobie roczne wakacje w Brazylii, a po powrocie do świata nauki wykazuje wielkiego babola, w nowym odkryciu, które podzieliło jego kolegów. Historyjka stanowi analogię do tego jak łatwo dziś akceptujemy teorie mające napędzać biznesy, nie zbadawszy wcześniej wilgotności gruntu, na którym zostały zbudowane. Są opowieści popierające tytuł wystąpienia, czyli O sukcesach amatorów i ograniczeniach ekspertów. Istotne jest to, że obnażają absurdy i skłaniają salę do refleksji. Co ciekawe, Roman podobnie jak Maciek Budzich, popełnia wiele błędów niezgodnych z podręcznikami do wystąpień publicznych. I również nam to nie przeszkadza. Bo spokojna, trochę flegmatyczna i nieco smutna, z powodu omawianego stanu rzeczy postać sceniczna Romana, tylko dodaje autentyczności do jego narracji. Czujemy, że traktuje publiczność jak kumpla, któremu opowiada coś, o czym od dawna myślał. Jest jednak jedna lepsza rzecz, niż słuchanie dobrej opowieści.

Miejsce pierwsze

Jeżeli Pixar wypuści kiedyś film Finding Entrepreneur (Gdzie jest Przedsiębiorca), główną rolę zagra w nim Michał Sadowski. Jego prezentacja na Internet Beta 2016 jest przykładem kapitalnej komunikacji, z której należałoby zrobić ekstrakt i dolewać go do ekspresów kawowych wszystkich korporacji na świecie. Trzydzieści minut na scenie i chcesz z tym gościem zbić piątkę, kupić wszystko co ma do sprzedania i zapytać co było dalej. Oto jak Sadek wypada na warstwach.

Wartość i narracja. Michał, podobnie jak Maciek i Roman, nie marnuje ani jednej minuty, którą zdecydowałeś się mu poświęcić. Wchodzisz na prezentację 10 kroków budowy globalnego biznesu i dowiadujesz się cóż to za kroki i jak je wdrożyć. Cała narracja opiera się na schemacie: marny stan początkowy – wdrożenie zmiany – pożądany stan docelowy. Np. polskie bariery formalne, potrafią zniechęcić do wypełnienia formularza rejestracyjnego klientów z USA (marny stan początkowy z wysokim wskaźnikiem odrzuceń). Sadek radzi, abyś korzystając z serwisów typu Stripe.com, założył spółkę w Stanach i tym samym pozbył się wszelkich utrudnień (wdrożenie zmiany). Następnie pokazuje jak oni na tym skorzystali, popierając to wynikami (pożądany stan docelowy, z niskim wskaźnikiem odrzuceń). Schemat powtórz dziesięć razy.

To byłoby jednak za mało, aby wygrać z Maćkiem i Romanem, a już na pewno za mało, żeby aspirować do bycia inspiracją dla bajki Pixara. Aby wytłumaczyć mój werdykt potrzebuję wprowadzić kolejne warstwy i nieco więcej danych.

Wartość, narracja, warsztat sceniczny i wizualizacja. Aula Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania mieści się około 300 osób. Gdy Sadek wchodzi na scenę, nie ma już wolnych miejsc. Wszyscy lub prawie wszyscy wiedzą, kim jest. Znają go z wiralowych filmików, z tego, że jest internetowym wizjonerem i przede wszystkim założycielem wartego dziś ok 30 mln zł start-upu Brand24.
Sadek zaczyna wystąpienie i pierwsze czym rozbraja odbiorców, to skromną, zabawnie ciamajdowatą postacią sceniczną. Z sentymentem wspomina o tym, że kiedy jeszcze nikt go nie znał, to przyjechał na Betę i mówił o swoim nowym biznesie zajmującym się monitoringiem Internetu. Dziś jako znawca (klik, wjeżdża poniższy slajd) chciałby się podzielić kilkoma radami.

janusz-marketingu

Tego typu slajd to pointa. Podobnie jak pointa w żarcie, ma zgarnąć śmiech (więcej o rolach slajdu znajdziesz tu). Michał Sadowski dawno temu zrozumiał, że śmiejemy się między innymi dlatego, że czujemy wyższość nad obiektem wyśmiewanym i gdzie tylko się da korzysta z tego typu wrzutek. Nie mijają 3 minuty, a publiczność całkowicie z nim rezonuje.
Gdybyś jednak chciał się czepiać, to ciągle masz prawo nie rozumieć, co z tym Pixarem. Już wyjaśniam. Jedna ze storytellingowych lekcji tej wytwórni mówi: Porzuć pierwszy pomysł, który przychodzi Ci do głowy. Potem drugi, trzeci, czwarty i piąty. Pozbądź się oczywistości. Zaskocz siebie.
Sadek wykazuje się ultra kreatywnością pokazując poradę numer 4.

brand24-zaskocz-klienta

WOW! Iście odkrywcza myśl! Poczekaj, daj mi to obronić. Nie chodzi o tę myśl. Chodzi o sposób jej realizacji.
MS: Z miejsc do których jeżdżę, przywożę czasem takie odpustowe filmiki nakręcone dronem. Z niewiadomych przyczyn jeden z nich spodobał się włodarzom firmy Konica Minolta i postanowili oni zamieścić go na swojej stronie głównej.

konica-minolta-brand24-0

Zapomnieli jednak o tym, że na Vimeo można podmieniać okładki w już zamieszczonych filmikach, a my postanowiliśmy wykorzystać ten fakt.

konica-minolta-brand24-2

Przez pewien okres całkiem dobrze się bawiliśmy.

konica-minolta-brand24-3
konica-minolta-brand24-4

A po tym jak w ciągu 24 godzin, 3 razy położyliśmy serwery Konici Minolty, napisaliśmy do nich i zaproponowaliśmy im narzędzie do monitoringu Internetu. Skończyło się tak:

konica-minolta-brand24-1

W zasadzie mógłbym tu skończyć wychwalać Sadka, gdyby nie to, co zawarł w poradzie dziesiątej. A było to coś, czym idealnie wpisuje się w pierwszą zasadę budowania opowieści według Pixara:

Podziwiasz bohatera bardziej za starania, niż za jego sukcesy.

brand24-cierpliwosci

MS: To brzmi banalnie, ale myślę, że każdy kto prowadzi swój biznes powinien to usłyszeć. Dla większości start-upów uznawanych jako sukcesy – droga do miliona dolarów przychodów rocznie trwała około 3-4 lata. W pierwszych miesiącach działalności Brand24 zdobycie pojedynczego Klienta wymagało 75 osób, do których wysłaliśmy osobistą wiadomość. Wyobraźcie sobie, że podchodzicie do jednej trzeciej osób na tej sali i każda spuszcza Was na drzewo. 25 osób musiało przetestować narzędzie. Efekt? JEDEN płacący Klient. KURWA JEDEN!!! Większość projektów upada przez brak świadomości tego, jak wieeelkiej cierpliwości wymaga zdobycie pierwszych klientów, co kończy się brakiem sprzedaży. I tej cierpliwości Wam życzę.

Wyróżnienia

Poziom niektórych prelekcji na Internet Beta 2016 był wybitny. Nie widziałem wszystkich, dlatego mój ranking może nie być kompletny. Tym niemniej chciałbym wyróżnić jeszcze kilka osób. Pawła Tkaczyka, za mistrzowskie wykorzystania empatii poznawczej (pisałem już o nim tu, jest tylko lepiej) i za to, że znów mnie czegoś nauczył. Piotrka Buckiego, za najlepszy technicznie warsztat sceniczny. Mariusza Wesołowskiego, za odważną postać sceniczną i operowanie humorem. Pawła Salę, za płynną narrację i gęstą wartość. Magdę Daniłoś za slajdy, którymi sam bym nie pogardził i trafianie do emocji. Oraz Łukasza Głombickiego za jakieś dwa miliony receptur podane tonem cierpiącego eksperta, który wie co jest dobre, a musi patrzeć na poczynania PRoto.

Było super. Do zobaczenia za rok!

PS. Sadek: Czarne!

PS2. Piotrek Kordyś, Krzysiek Kotkowicz dziękuję za zdjęcia!

Wszystkie

Obserwuj

Newsletter

Copyrights by: Kamil Kozieł       Projekt i realizacja: