Podsumowanie konferencji I love marketing

15.11.2018, Luiza Nowak
Terminarz

Dzień robi się krótszy, już tylko co czwarty mail wraca do Ciebie z autorespondera, a reklamy leków na przeziębienie zaczynają wypierać reklamy leków na alergię. Co to może znaczyć? Dla normalnych, szczęśliwych ludzi – jesień. Dla marketingowców – wchodzimy w sezon branżowych eventów. Wśród nich mocną pozycję zajmuje I LOVE MARKETING, które w ciągu ostatnich lat bardzo się rozwinęło. Zapnijcie torby na laptopy, wyprasujcie wizytówki i skrzyżujcie ręce do zdjęcia na LinkedIn – lecimy z podsumowaniem październikowego eventu.

Dzień I: I LOVE INLUENCER

Uczestnicy jesiennej edycji I I LOVE MARKETING mogli z jednej strony brać udział w znanym sobie formacie – 18 prelegentów dziennie, głosowanie na najlepsze wystąpienia, warszawskie Multikino – z drugiej jednak czekały na nich zmiany. Najważniejsza to dodanie do wydarzenia kolejnego dnia pod hasłem I LOVE INFLUENCER. Prelekcje na ten temat pojawiały się już w poprzednich edycjach, ale popularność i skala influencer marketingu rośnie tak szybko, że line up udało się bez problemu zapełnić zupełnie nowymi twarzami i prelegentami dobrze znanymi z poprzednich lat.

Wśród tych ostatnich pojawił się jak zawsze uzbrojony po zęby w multimedia Maciek „Mediafun” Budzich. Jako ktoś, którzy na co dzień pracuje z prezentacjami, zawsze czuję szacunek pomieszany z niedowierzaniem kiedy widzę, jak Maciek beztrosko przekazuje do realizatorki 1000 GB swoich slajdów na 15 minut przed wystąpieniem. Ta praktyka nie wynika jednak z żyłki hazardowej ani nienawiści do obsługi technicznej (mam nadzieję), ale z faktu, że w prezentacjach Maćka możemy oglądać filmy nakręcone dosłownie na godzinę przed jego wejściem na scenę. Od jego „real time presentation” bardziej podoba mi się jednak coś, na co zwracam uwagę pewnie przez zboczenie zawodowe – perfekcyjna praca z wizualizacją. Mediafun ładuje na slajdy tyle animacji i filmów, że komentarz chłopaków z obsługi jest zawsze ten sam:

Mimo to, do tej pory jednak nie… wywróciło się, a Maciej naparza pilotem i synchronizuje wszystko niczym prezentacyjny Doctor Strange.

Imponuje mi też zawsze, kiedy na sporym stresie i ze świadomością bycia ocenianym, prelegent jest w stanie rozbawić 800 nieco zmęczonych już osób – a w duecie wcale nie jest łatwiej. Suchary, czyli Rafał Myśliński i Kamil Natil zbierają w Multikinie nie tylko śmiech, ale i punkty, które zagwarantowały im w tej edycji drugie miejsce. Oglądając ich podczas omawiania case study z dużymi markami, nie można oprzeć się wrażeniu, że wizerunek, który budują w Internecie, pokrywa się z ich wydaniem „live”. Moim zdaniem to właśnie autentyczność (i oczywiście suche żarty) zaprowadziły ich na podium.

Wśród debiutantów w dniu pierwszym szczególnie zapadli mi w pamięć Wojtek Kadryś i Radek Kotarski. Pierwszy z nich poruszał temat mrocznej strony Instagrama – oszustw, kupowania kont, fałszywych fanów. Brzmi mało pozytywnie, a on robił to z tak wielkim uśmiechem na twarzy i luzem, że człowiek zamiast z automatu dać mu zero za nazwanie go dzbanem, zastanawiał się, kiedy można się z Wojtkiem napić wódki albo iść na ryby. Ta postać sceniczna równego gościa bez patosu i napinki (w połączeniu z mnóstwem tipów dla agencji współpracujących z influencerami) zaowocowała miejscem w gronie wyróżnionych przez publiczność.

Fani Radka Kotarskiego mogli czuć się spełnieni. YouTuber pojawił się nie tylko na swojej prelekcji, ale co najmniej trzech innych w roli case study i wzoru do naśladowania. Dodatkowo wraz z Arleną Witt, Cezarym Pazurą, Tomkiem Tomczykiem i Krzysztofem Gonciarzem uczestniczył w kolejnej konferencyjnej nowości – panelu dyskusyjnym. Prezentacja Radka zamykająca I LOVE INFLUENCER skupiała się na błędach i dobrych praktykach self publishingu oraz zdjęciach dzieci, których nikt nie lubi (zdjęć, nie dzieci.. a może..?), za co zebrał gorące owacje.

Dzień II: I LOVE MARKETING

Oczekiwania względem dnia I LOVE MARKETING są zawsze bardzo wysokie – branżowa wierchuszka, pełna sala, sceniczni wyjadacze zdeterminowani, żeby zająć jak najwyższe miejsca w głosowaniu. Ale bez presji, bez stresu, wszystkim nam przecież chodzi o dobrą zabawę, prawda? Z tego założenia wyszedł Tomasz Miller, który ze swoja opowieścią o zmianie wizerunku marki zdobył złotą statuetkę i tytuł zwycięzcy. Tomek to naturalny talent sceniczny i kolejny dowód na to, że humor podbija wartość prezentacji.

Paweł Tkaczyk tym razem zrezygnował z opowiadania o opowiadaniu historii, z których żyje, a skupił się na budowaniu twórczej organizacji, przyrównując ją do współczesnego plemienia. Wśród wielu świetnych przykładów dla managerów i team leaderów moim ulubionym był chyba wątek autobiograficzny:

Basia Stawarz jak zawsze postanowiła złamać kilka stereotypów, tym razem w odniesieniu do marketingu wielopokoleniowego. Omówiła też zasady działania w branżach dużego ryzyka ze wskazaniem na finansową, medyczną i związaną z życiem obywatelskim. Nie przypominam sobie, żeby te kwestie były poruszane wcześniej na konferencji, a jestem pewna, że spora część publiczności mogła dla siebie wynotować całą listę dobrych praktyk. Basia zwróciła też uwagę na wysyp „codziennych ekspertów od wszystkiego”, na których pewne grupy wiekowe będą szczególnie uczulone, chociaż prawda jest taka, że ci ludzie wkurzają wszystkich.

Ciężko (szczególnie mi) nie wspomnieć też o duecie scenicznych specjalistów – Kamilu Koziele i Piotrze Buckim. W połowie czytania tytułu ich prelekcji każdy normalny człowiek usypia („Jak hodować marketingowe treści na kulturowej płytce Petriego”), a mimo to udało im się zebrać na wystąpieniu pełną salę. Chłopaki podali kilka przepisów na konstrukcję komunikatu marketingowego w taki sposób, żeby rezonował z odbiorcami. Omawiali rezultaty, które można osiągnąć nie tylko oddziałując na emocje, ale też wywołując konflikt wśród widzów, jak na przykład w case study „Yenny vs. Lorel”. Wywołali też do tablicy The Brief, pokazując na jego przykładzie potencjał viralowy kreacji z humorem zrozumiałym dla konkretnej grupy branżowej.

Dzień III: I LOVE SOCIAL MEDIA

I LOVE SOCIAL MEDIA, czyli ostatni akord eventu to moment, w którym ludzie koordynujący zaplecze konferencji zaczynają nieśmiało wierzyć w to, że jest jakieś życie PO tym zamieszaniu. Odrobinę wygodniej rozsiadamy się w fotelach (a niektórzy po prostu w końcu siadają gdziekolwiek), puls trochę zwalnia, mgła szaleństwa opada z oczu i człowiek może zacząć nieco uważniej przysłuchiwać się mądrym rzeczom, które padają ze sceny. Oczywiście zło tylko czeka na to, żeby człowiek spuścił gardę, żeby wjechać z jakimś problemem technicznym w to całe odprężenie, ale o tym później.

Najpierw omówmy sobie świeżą krew, która pojawiła się na scenie trzeciego dnia. Na pierwszy ogień idzie Michał Matysiak z najmniej standardową prelekcją, jaką miałam okazję oglądać. Michał rozpoczął (prawie dosłownie) z wysokiego „C”, bo od występu kwartetu smyczkowego. Potem zaprosił na scenę modelkę o imieniu Kasia, z pomocą której prezentował sposoby na robienie dobrych zdjęć telefonem. Na pewno nie można odmówić mu odwagi (połowa naszego zespołu bardzo nalegała na słowo „szaleństwo”), którą publiczność doceniła, zapraszając Michała do grona wyróżnionych.

Jeśli social media, to oczywiście video i nacisk na ten wątek położyło sporo prelegentów. Wśród debiutantów zajęli się nim m.in. Grzegorz Kordeczka i Adrian Kilar, ale każdy trochę z innej strony. Grzegorz opowiadał o mniej oklepanym podejściu do promocji firmy z użyciem filmów. Szczególnie zapadł mi w pamięć przykład reklamy bielizny bez udziału modelki w przedziale wiekowym 20-25 i idealnych wymiarach. Nie zabrakło też danych i analizy wyników słów kluczowych. Adrian z kolei z dużym dystansem pokazywał swoje początki z live’ami udowadniając, że nic tak nie kupuje odbiorców jak naturalność i śmiech z samego siebie.

Po kilku edycjach przerwy na scenę w Multikinie wróciła Kasia Młynarczyk omawiając dokładnie case study marki Kupiec i badań netnograficznych. To była konkretna i merytoryczna prezentacja, a sam temat nie pojawił się nigdy wcześniej na I LOVE MARKETING, bo netnografia dopiero rozwija się w Polsce. Jak udowadniała Kasia, badanie internetowych społeczności jest bardzo przyszłościowe. To nie był łatwy temat do prezentacji na dużej scenie, ale moim zdaniem świetnie przez Kasię ograny.

Jednym z wyróżników I LOVE MARKETING jest głosowanie publiczności na najlepsze wystąpienie. Chociaż ta praktyka budzi czasem kontrowersje, zdecydowanie przekłada się na jakość prezentacji. Wielu z prelegentów czuje motywacje do przygotowania materiału, który zagwarantuje im miejsce w czołówce i może to być jeden z powodów, dla których nawet stałym bywalcom tej sceny ciągle zależy. Nie ma tu odgrzewania materiału z poprzednich lat, nie ma zapychaczy, bo publiczność weryfikuje, kogo chce widzieć w następnej agendzie. Dzięki tej praktyce ponownie moglibyśmy posłuchać m.in. Janiny Bąk, Tomka Palaka czy Maćka Wróblewskiego.

Janinę zostawimy sobie na deser (na pewno bardzo to doceni), a zaczniemy od Pierwszego Prawnika Marketingu. Tomek kiedyś powiedział mi, że bardzo się stresował swoją pierwszą prelekcją, bo nie był pewny, czy temat prawa zainteresuje marketerów. Zwycięstwo w ubiegłorocznej edycji na szczęście rozwiało jego wątpliwości. Szkoda by było, gdyby tak dobra scenicznie i poruszająca kwestie dotyczące absolutnie każdej branży osoba nie pojawiła się więcej na scenie. Tomek udowadnia, że można opowiadać o przepisach w prosty sposób, nie tracąc przy tym ani trochę na wiarygodności. To ważna lekcja dla osób, które sądzą, że ich branża lub temat są zbyt formalne na to, żeby mówić o nich bez patosu, a nie daj Boże jeszcze z humorem. To błąd w założeniach.

 

Maciek Wróblewski to już weteran konferencji organizowanych przez Sprawny Marketing. Jego konik to YouTube i video, ale tym razem Maciek poszedł nieco szerzej i poruszał kwestie związane z kreacją w różnych formach, a temat „mentalnej dostępności” produktu to jedna z teorii, które najbardziej zapadły mi w pamięć.

No i wreszcie crème de la crème – Janina Bąk. W tym roku królowa statystyk i ptysi pokazała nie tylko, jak umiejętnie wykorzystać dane przy prowadzeniu kampanii marketingowych, ale też jak wygrać jedną z najbardziej prestiżowych konferencji branżowych, kiedy Twoje slajdy odmówią posłuszeństwa. Perfekcyjny warsztat sceniczny w połączeniu z dobrymi case study i dawką humoru wielką jak stado fok nad brzegiem morza w słoneczny dzień – te trzy składowe nie mogły zakończyć się niczym innym niż złotą statuetką i konfetti. Pewnie to zwizualizowała.

I love marketing to nie tylko branżowe podsumowanie półrocza. To też sprawdzian umiejętności scenicznych dla prelegentów. Brzmi brutalniej niż kopanie foki, ale prawda jest taka, że Ci, którzy nie umieją sprzedać swojej wiedzy ze sceny, nie pojawią się na kolejnych edycjach. Zła wiadomość brzmi: nagradzana prezentacja musi mieć wartościową treść opakowaną w ciekawą historię, którą prelegent podaje ze swobodą zamykania za sobą drzwi do biura w drodze na urlop. Dobra wiadomość jest taka, że można się tego wszystkiego nauczyć, na przykład od tych samych ludzi, którzy zgarniają statuetki na I love marketing, którzy całkiem przypadkiem prowadzą dla nas szkolenia.

Tutaj dowiesz się więcej.

Obserwuj

Newsletter

Tak, zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych w celu przesyłania newslettera na wskazany przeze mnie adres e-mail. Zostałem/am poinformowany/na, że zgoda może zostać cofnięta w dowolnym momencie. Potwierdzam też, że zapoznałem się z zasadami przetwarzania moich danych określonymi w Polityce Prywatności.LINK

Administratorem danych osobowych jest PrezART Kamil Kozieł z siedzibą pod adresem Piątkowska 163, 60-650 Poznań, e-mail: info@prezart.pl. Więcej informacji w Polityce PrywatnościLINK.

Copyrights by: Kamil Kozieł       Projekt i realizacja:   Polityka prywatności