O prezentacyjnej matematyce, Michale Szafrańskim i teście smutnego konia

27.06.2017

Skoro czytasz ten artykuł, to prawdopodobnie wiesz kim jest Michał Szafrański. Może masz jego książkę, może słuchasz jego podcastów, a może jesteś na jego mailingowej liście. Nie wiem skąd go znasz, ale mam twarde podstawy, by twierdzić, że go znasz. Dokonałem obliczeń. Wziąłem pod uwagę dwie zmienne tj. ruch na stronie Michała przypominający ten na Pudelku po serii celebryckich rozwodów i ruch na mojej stronie przypominający ten na zaminowanej poniemieckiej plaży w tęgą zimę, i wyszło mi, iż szansa na to, że znasz mnie, a nie znasz Michała jest mniejsza niż szansa na rychłe zatrzymanie programu 500+ (chyba, że nie znasz żadnego z nas i jesteś tu przypadkiem, to rozgość się 😉 ). Gdybym miał obstawić swoje monety na jedno słowo, z którym kojarzy Ci się Michał, to powiedziałbym, że są to liczby. W liczbach jest on naprawdę dobry. Jego blog jakoszczedzacpieniadze.pl odwiedza miesięcznie 270 000 osób, na samodzielnie wydanej książce zarobił już z 1 500 000 zł, z czego ponad 100 000 zł oddał na Pajacyka, a średnia z ocen jego tegorocznych prezentacji na I Love Marketing i infoShare to 4,7/5. Słowem: bystry krezus z sercem. Szanuję. No fajnie, możesz powiedzieć, tyle, że te wyniki, to… wyniki. Są imponujące, ale nie znając formuły trudno coś z nich wynieść. Formuła. Jaka jest sekretna formuła sukcesów Michała? W blogowaniu, tom za krótki by oceniać, a łączna liczba wydanych i sprzedanych przeze mnie książek to 0 (słownie: zero sztuk 00/100). Ale pozostaje jeszcze dekonstrukcja jego prezentacji. Świat może na niej tylko zyskać, dokonać jej potrafię, co niniejszym czynię. Na pohybel listom punktowanym!

O czym on gada i po co go słuchać?

Pod czterowarstwową lupą sztuki prezentacji umieściłem prelekcję z trzeciej edycji I love marketing, pt.: „Finansowy ninja”, czyli jak wydając na promocję 2069 zł, wygenerowałem 1,65 mln przychodu w 5 miesięcy. Jeżeli jej jeszcze nie widziałeś, to leży tu:

Wbrew temu, co można byłoby wykoncypować na podstawie przechadzania się po większości konferencyjnych sal, celem każdej prezentacji jest wywołać u słuchaczy zmianę i nie jest nią zapadnięcie w sen. Prezentacja ma pokazać audytorium, jak wygląda świat przed wdrożeniem tego cuda, co to im oferuje prelegent, potem jak mógłby wyglądać ten świat, gdyby się nie wahali i podążyli za jego wskazówkami, a kontrast między tymi światami uczynić tak ciężkim, że jak go położymy na papierowej torebce z oporem, to zostanie tylko huk. Aby zrozumieć dlaczego po wykładach Michała, ludzie wychodzą bardziej odmienieni, niż po użyciu instagramowych filtrów, musimy spojrzeć na liczby. Konkretnie na dwa wzory. Pierwszy nazywam gęstością wartości i liczę następująco:

Gęstość wartości = Liczba wskazówek/Czas prelekcji w minutach

Nie ma tu żadnych odgórnych zaleceń mówiących, które KONIECZNIE trzeba spełnić. Ale jeżeli ten współczynnik wynosi mniej niż 0,2, czytaj: dzielisz się jedną wskazówką co 5 minut, to zadaj sobie pytanie: czy jako słuchacz, poświęciłbyś 5 minut swojego życia, aby dobrnąć do tego protipu. Może tak. Może musisz słuchać pięciominutowej historii, która kończy się takim momentem refleksji, że dzwonił Night Shyamalan, bo chciałby z Tobą napisać alternatywną wersję zakończenia Szóstego zmysłu. Ale jeżeli nie, to zastanów się, czy dojścia do pointy nie da się skrócić, a wskazówek porozsiewać nieco więcej.
W przypadku Michała współczynnik GW, jest tak wysoki, że po prelekcji odczuwa się ból ręki od robienia notatek.

Gęstość Wartości = (43/24,48)=1,76

Naliczyłem 43 potencjalnie użyteczne dla marketera rzeczy, podane w 24 minuty 29 sekund. Czapka sama spada z głowy.
Współczynnik GW jest dla mnie czymś w rodzaju pierwszego poziomu sprawdzenia warstwy wartości. Można przecież podrzucić 43 banały i według wzoru, nadal należałoby je policzyć. Dlatego opracowałem sobie jeszcze drugi współczynnik, który nazywam głębią obserwacji (byłem zmęczony, nie miałem koncepcji na lepszą nazwę i tak już zostało…).

Głębia obserwacji = Liczba nowych wskazówek/Liczba wszystkich wskazówek

O ile do obliczenia GW wystarczy ustalić czym jest wskazówka, o tyle GO może być inna dla każdego słuchacza. W moim przypadku ten współczynnik wyniósł 0,33. Przyznaję, ze 14 wskazówek Michała było dla mnie zaskakujących. Myślę, że nie wpadłbym na to, że aby zwiększyć swoje szanse na dotarcie z komunikatem do mediów, powinienem zrobić to w lipcu, gdy sejm nie pracuje i w TV brakuje tematów. Nie sądzę też, żebym pomyślał o tym, żeby pójść do Chomikuj i powiedzieć im: „Ej Ziomki, bez sensu, żebyście się bogacili na piractwie, skoro możecie się bogacić na reklamie, za którą Wam zapłacę”. GO = 0,33, w temacie promocji, którą siłą rzeczy jako przedsiębiorca zajmuję się od 10 lat, to dużo. Wypadkową tego współczynnika jest:

Gęstość Nowej Wartości =Gęstość Wartości*Głębia Obserwacji

W moim przypadku GNW = 0,57 nowej wskazówki na minutę. Puryści mogliby się przyczepić, że brakuje w tym wszystkim wagi, bo czasem jedna rzecz może mieć kolosalne znaczenie dla rozwoju biznesu. To prawda. Ale tego zagadnienia świadomie w tym artykule nie poruszę. Inni mogą mi zarzucać, że przecież sporo tych wskazówek to drobiazgi i żadna z tych rzeczy nie jest jakoś wybitnie trudna do wdrożenia, bo przecież próżno tam szukać np. zastosowania skomplikowanych mechanizmów programistycznych. To również prawda. Formuła sukcesu Michała to coś, co w IT nazywamy systemem złożonym. Każdy jego element jest relatywnie prosty do zrozumienia, ale zestaw połączeń jest już imponujący.

Struktura narracyjna

Wstęp to typowy koszyk korzyści: Dam Wam 13 wskazówek, mocno nawiąże do tego, o czym mówił Grzegorz, dwie prezentacje temu, świetnie to zarezonowało, 13 wskazówek na temat tego, jako możecie promować własny produkt. To trochę ogólne stwierdzenie, więc niedługo potem dowiadujemy się, co te korzyści dają, abyśmy byli ich bardziej ciekawi. A dają dużo. Michał używa czegoś, co nazywam schematem Ś1 – Ś2. Żyjemy w świecie, który nie jest Mekką pisarzy. To Świat 1. Pokazuje jak Kaja Malanowska zgarnęła 6 800 zł za 16 miesięcy swojej pracy nad książką i ile bólu ją to kosztowało. Świat 2, to inna bajka. 2,32 mln przychodu na książce, wydając 2 069 zł na promocję. Będąc marketerem, lub przedsiębiorcą, a to z takich osób głównie składała się publiczność, mam tylko jeden odruch: Ok Panie Kolego, też tak chcę. Tłumacz Pan, jak wyglądała Pana podróż. A podróż Michała to taka podzielona na małe etapy gra strategiczna, w której zbierasz amulety schowane za różnej maści potworami. Niby czasem ten potwór wydaje się wielki i nie do przejścia (np. piractwo na Chomikuj), ale przecież z każdym idzie dogadać, przynieść smokowi już upieczoną baraninę i wyjaśnić, że to chyba jasne, że ona będzie lepiej smakowała niż żylasty Michał.
– No Panie Smoku-Chomiku, niech Pan się zastanowi, co Pan woli, mglisty hajs za transfer jakichś malutkich ebooków, czy konkretne dinary, które zapłacę Panu za wyświetlanie reklam mojej książki, które ludzie zobaczą, po wpisaniu w Google: Szafrański książka chomikuj pobierz?
– No Panie Michale, skoro tak Pan stawia sprawę, to zapraszam do smoczego gniazda, tam leży ten amulet, w sumie i tak go nie używałem. BTW. Skąd Pan wiedział, że lubię baraninę?
Jest cel, przeszkoda i rozwiązanie. Rozwiązanie, które w żaden sposób nie jest siłowe. Przypomina złamanie szyfru matematycznego, albo co najmniej obliczenie potrójnej całki. Michał to MacGyver, a nie Lord Vetinari czy nazistowski czołg. Przeanalizujmy ten fragment narracji:
Jak się buduje listy dziennikarzy? Idzie się do Empiku, patrzy się na tę ścianę z gazetami, wybiera się to, co się chce i patrzy się w stopki redakcyjne. Telefonem pstrykałem zdjęcia, później dałem do spisania. Ok. te tytuły, tu chcę dotrzeć do tych ludzi, powstała baza 330 kontaktów. Banalna robota. Kilka dni zabiera i gotowe. Bardzo precyzyjne kontakty, telefony, emaile, itd. I do tych osób później wysyłałem po prostu informację prasową, czyli totalnie cold mailing, można powiedzieć.
Obserwując podróż Michała, myślisz sobie: Ej, dobre, dlaczego sam na to nie wpadłem? Aż człowiek zaczyna się zastanawiać, czy czasem nie ma tematu, w którym mógłby skrobnąć książkę.

Zrównaj moje wystąpienie z błotem!

Takim wezwaniem do działania Michał zachęcał mnie, abym opisał błędy w jego prezentacji. To pragnienie nie wynika z sztucznej skromności, ani, jak mniemam, z potrzeby sprawiania sobie bólu. Wynika z tego, że Michał, jak przystało na istotę jego pokroju, czyli taką, która swymi działaniami pociąga za sobą ogon followersów, uwielbia każdą kolejną rzecz robić lepiej niż poprzednią. Przygotowuje się do swoich prelekcji niczym absolwent medycyny do LEPu, ale jeżeli podejdziesz do niego i powiesz: Ziom, mam kilka pomysłów, co mógłbyś poprawić, to najpierw zweryfikuje, czy porady, których udzielasz nie brzmią jak: Decyzje, które podejmujesz dziś, determinują Twoje jutro! i jeżeli nie brzmią, to je rozważy. A jak zobaczy korzyść, to je wdroży. Żadnego obrażania się, gwiazdorzenia, tylko żołnierskie: dobry pomysł, tak zrobię!
Wybacz Michał, nie spełnię Twej prośby. Niczego z błotem nie będę mieszał, bo jeszcze ktoś gotów pomyśleć, że odradzam robić wystąpienia w Twoim stylu. To byłby nonsens. Zalecam robić wystąpienia w Twoim stylu. Jednak są dwa drobiazgi, które niewielkim kosztem można poprawić, a wniosą dużo dobrego. Przewijają się w całej prezentacji, więc opiszę tylko dwa miejsca.
Pierwszy to timing wyświetlania slajdów. Czytelniku, aby zrozumieć, co chcę poprawiać, przejdź do 6 minuty i 13 sekundy prezentacji, po czym zakończ oglądanie na 6 minucie i 38 sekundzie. Michał w tle ma slajd z protipem 4, a narracja biegnie tak:

Można powiedzieć, że moja strategia w zasadzie ułożyła się sama (klik, następny slajd)

I bardzo mi mogła w tym pani, która nazywa się Kaja Malanowska. To jest autorka, która trzy lata temu wyszła na Facebooka, z takim komunikatem, którego ja tu nie zacytuje, ale istotne jest to, że wywołało bardzo taką głośną dyskusję o tym, jak wydawcy i rynek wydawniczy, traktują autorów.
Poprawiony timing wygląda tak:

Można powiedzieć, że moja strategia w zasadzie ułożyła się sama. Bardzo mi mogła w tym pani, która nazywa się Kaja Malanowska. To jest autorka, która trzy lata temu wyszła na Facebooka, z takim komunikatem, którego ja tu nie zacytuje (klik, następny slajd).

Istotne jest to, że wywołało bardzo taką głośną dyskusję o tym, jak wydawcy i rynek wydawniczy, traktują autorów.
Zmiana jest niewielka, jednak druga metoda tworzy napięcie. Pierwsza nie. Zapowiadaj slajd, efekty Cię zadziwią.
Druga poprawka do prezentacji Michała związana jest z pojęciem wprowadzonym przez Nancy Duarte. Brzmi ono: Slajdument. Przeanalizuj poniższy schemat:

Słowo prezentacja ma bardzo szeroką konotację. To może być oferta pod postacią pliku pptx, który wysyłasz Klientowi, lub wystąpienie na I love marketing, gdzie w tle coś wyświetlasz. To co wyświetlasz w tle jako prelegent, to slajdy, czyli coś, co jest dla Ciebie jedynie tłem. To co wysyłasz Klientowi, to slajdument z dobrą narracją, schematami, wykresami, czy też czymkolwiek, co jest niezbędne do przekonania go do zakupu. Używając slajdumentów, rozpraszasz publiczność, czego przykład daje Ci Michał w 9 minucie i 11 sekundzie prezki.

Nasz mózg, to taki zwierz, który nie lubi jednocześnie słuchać jednej rzeczy, a czytać drugiej. Ten slajd jest wartościowy w materiałach informacyjnych, które Michał udostępnia po prelekcji. Nie przeczę, ale nie powinien go wyświetlać na ekranie w Multikinie. Zamiast nich powinien użyć kilku slajdów typu wzmacniasz. Więcej o slajdach przeczytasz tu: http://kamilkoziel.pl/3-role-slajdu-sztuka-prezentacji/.

Dlaczego wszyscy tak cenią jego wystąpienia?

Jako gorliwy przeciwnik tego, że poprawność sceniczna wygrywa z naturalnością, z radością oglądam Michała. Jasne, trochę się tam on wierci na scenie, czasem rzuci dźwiękiem namysłu, ale to bez znaczenia. Bo to, co widać w jego postawie to katorżnicza chęć do podzielania się rozwiązaniami, na które sam wpadł. Nie możesz nie chcieć tego przyjąć, tak się nie robi. Postać sceniczna Michała to taki matematyk-wychowawca z dobrego liceum. Trochę surowy, niby delikatnie zarozumiały, ale konkretny i chce żebyś zrozumiał coś, co Ci się ewidentnie w życiu przyda. Poza tym jego wyniki są miarą autorytetu i nie masz ochoty się z nim kłócić. Jest prawdziwym ekspertem. Dla mnie to ktoś, kto przechodzi test bajki o smutnym koniu. Idzie ona tak:
Pewien król miał smutnego konia. Bardzo go kochał i pragnął dla niego jak najlepiej więc ogłosił konkurs. Ktokolwiek rozśmieszy konia, dostanie worek złota. Nikomu nie wychodziło, aż w końcu przyszedł Szewczyk, coś szepnął koniowi na uchu i ten zaczął rżeć. Ale tak rżeć ze śmiechu, że oczy wylatywały mu z czaski, a żyły były widoczne nawet na ogonie. To król zaczął się martwić o zdrowie konia i ogłosił drugi konkurs. Ktokolwiek zasmuci konia, ten dostanie worek złota. Znów jedynym, któremu się udało był Szewczyk. Król wręcza mu drugi worek złota i mówi:
– Gratuluję, ale jak tego dokonałeś?
– To bardzo proste Wasza Wysokość. Za pierwszym razem powiedziałem mu, że mam większego siusiaka niż on.
– A za drugim razem?
– Pokazałem mu.

Ekspert potrafi zasmucić niedowiarków. Tylko tyle? Tak.

Wszystkie

Obserwuj

Newsletter

Copyrights by: Kamil Kozieł       Projekt i realizacja: